• 04/05/2020

LĘK

    SŁOWO NA DZIŚ

    Ewangelię czyta Marek ze wspólnoty Galilea.
    Autorem rozważania jest ks. Piotr.

    Zdawałeś sobie sprawę, że całe twoje życie jest wypełnione strachem? I wcale nie mam na myśli żadnych fobii, nie każdy je ma. Lęk ukierunkowuje całe nasze życie. Mówisz: „nie wyjdę w nieuprasowanej koszuli na zewnątrz” i chcesz wierzyć, że to kwestia dbania o siebie, estetyki. A zwyczajnie boisz się, co o tobie powiedzą, co pomyślą. Jesteśmy stadni i prawie każdemu towarzyszy lęk społeczny: strach przed wyrzuceniem ze stada, przed spadkiem na ostatnią pozycję. Ten lęk wymusza co chwila na nas zachowania, czasem niepotrzebne, czasem złe. „Czy mnie polubią?” – boi się dziecko idące do nowej szkoły. Aby na pewno tylko dziecko? Co chwila wykonujesz coś wbrew sobie, z lęku, aby nie stać się obiektem niechęci, pośmiewiskiem. Nie wyjdziesz w ulubionym, ale starym ubraniu z lęku przed krytyką; uczestniczysz w rozmowach, które cię drażnią; pomagasz osobom, którym nie chcesz pomóc. Szeroko się uśmiechasz, choć nie ma w tobie radości. Może nawet masz za sobą doświadczenie „wychylenia się”, próby postępowania nieszablonowego, poza modami, zwyczajami i cudzymi oczekiwaniami. Czy nie bolały wtedy szepty, cichnące gdy podchodziłeś rozmowy, głośne okazywanie ci niezadowolenia?

    Co najtrudniejsze, nie ma żadnego sposobu, zapewnienia sobie bezpieczeństwa i spokoju.

    Jeśli będziesz chciał zrobić wszystko jak najlepiej, żeby nikogo nie urazić – nie uda ci się, bo nie ma ludzi doskonałych.

    Choćbyś i dokonał niemożliwego i przez całe życie nie popełnił błędu – to czym zachwycisz jednego człowieka, sprawi, że inny stanie się twoim wrogiem.

    Gdybyś chciał jak najbardziej zejść ludziom z drogi, odsunąć się, zaszyć w samotni – i tam cię dopadną, z żalami, pretensjami, oczekiwaniami.

    Jeśli zechcesz być tym najtwardszym, właśnie tym, który innymi kieruje, narzuca swoją wolę, przez jakiś czas się uda. Póki nie trafi kosa na kamień. W końcu i ci, którzy poniewierają innymi, sami zostaną sponiewierani i zawróceni do szeregu.

    Czy tak właśnie ma wyglądać twoje życie? Masz zniknąć, pozwolić, by zamiast ciebie – wolnej i świadomej osoby, istniała kukła dająca sobą kierować? Czy możesz się wyrwać z tego lęku? Czy w ogóle chcesz, bo może za bardzo cię paraliżuje myśl o sprzeciwie?

    To dobra pora, byś jak święty Paweł zawołał: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli?”

    Byś mógł się stać sobą, zamiast cudzą marionetką, najpierw musisz wiedzieć, kim jesteś. Bo inaczej wciąż będziesz kukłą, tylko zupełnie bezsensowną. Taką, która robi co każą, tylko na odwrót. Głupcem, który odmraża sobie uszy na złość babci. Bycie sobą nie polega na psuciu cudzych planów. Potrzeba mieć własne. Stawiać sobie własne cele i starać się je osiągać. Ale i tu tkwi pułapka – jesteśmy zbyt pełni namiętności, żeby sobie poradzić z samodzielnością. Co chwila ktoś, kto próbował „chodzenia własnymi ścieżkami” kończy katastrofą, bo kiedy wyzwolił się spod cudzych oczekiwań, nie potrafił się zatrzymać w zaspokajaniu własnych. Zamiana w zwierzę, ślepo zaspokajające instynkty, to nie wolność, tylko upadek. Utrata człowieczeństwa, zezwierzęcenie właśnie. Czy w takim razie należy poddać się lękowi oczekiwań społecznych? Wrócić do ciągłego akceptowania całej masy rzeczy, których nie znosisz, ale boisz się sprzeciwić? Alternatywa przeraża – wcale nie pociąga stanie się jednym z tych na pół szalonych krzykaczy, których drażni wszystko i niemal całe ich życie to jeden wielki krzyk protestu.

    Skoro sedno w tym, żebyś wiedział, kim jesteś i czego chcesz, to właśnie – jak to z tobą jest?

    Jesteś dzieckiem bożym. Chcianym i kochanym, mającym swój cel, swoją ważną misję. To jesteś właśnie ty. Całość – osoba stworzona przez Boga i dołączony do niej Boży plan. Nie będziesz sobą oddając kontrolę nad sobą innym, ani wtedy, kiedy kontrolę nad sobą utracisz. Stajesz się w pełni sobą, kiedy w pełnej wolności akceptujesz siebie takim, jakim Bóg ciebie stworzył, odkrywasz Boży plan dla ciebie, i ze wszystkich sił go realizujesz. „Kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu”. Tu się wszystko prostuje – czujesz radość ze swego życia, szacunek do siebie, zadowolenie ze swoich relacji. Gdy Boga postawisz ponad wszystko inne.

    Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”.